Już po wycieczce.
Miałem rację-wcale nie osiem godzin.Bez problemu zmieściliśmy się w ...dziewięciu.
Z tym że dwie ostatnie godziny były na bis.
Nikt nie spieszył się do domu,pogoda doskonała, dlatego na życzenie uczestników przedłużyliśmy wyprawę.
Obejrzeliśmy kilkadziesiąt ( ! )schronów, one wbrew pozorom nie są wszystkie takie same.
Bardzo dziękuję Krzyśkowi-to On sprawił że ,,bunkry" przestały być dla nas obiektami niewiadomego przeznaczenia, nawet te które obecnie są stertami gruzu.
Na nasze pytania,,daleko jeszcze?!!! "Krzysiek z niezmąconym spokojem odpowiadał ,,jeszcze sto metrów" lub ,,za pięć minut będziemy na miejscu".Oczywiście kłamał, z rozmysłem kłamał jak z nut. Bo byliśmy na miejscu, tylko że po kilometrze lub po pół godzinie marszu.Chyba jeszcze nie spotkałem ekipy z tak wysokim poziomem dobrego nastroju, chłopaki z ekipy tryskali humorem, trochę obawiam się zakwasów mięśni twarzy-cały dzień mieliśmy ubaw. I za to wszystkim uczestnikom chcę serdecznie podziękować.Pozdrawiam i do zobaczenia na kolejnej wyprawie.Tym razem zajmiemy się drogami żelaznymi.
PS.Z niecierpliwością czekam na zdjęcia.