Jak kania po obfitym deszczu
dopiąć samozadowolenie,
przebrnąć przez cały ten tor przeszkód
po mityczne nicnierobienie.
Lecz to miraż, fatamorgana,
bo cudownych manowców nie ma,
jest codzienna porcja przetrwania
za okruchy zadowolenia.
Te drobinki wspomnienia tworzą,
jak złoty pył, jak samorodki,
dzięki nim zostać możesz bonzą
w krainie Było, jak miód słodkiej.
Niczym poszukiwacze kruszcu
lata urobku przesiewamy.
Jeśli trafisz na złoto głupców –
na finiszu będziesz przegrany.
Już na zawsze przylgnęły do mnie,
jak moje wady i zalety –
zużyte sznurowadła wspomnień;
z mojej Warmii, z mojej Ornety.
15.12.2024