Czas
Mówią, że jest pojęciem względnym
i ja również tak uważałem,
a powinienem być oględny,
nieraz się o tym przekonałem.
Piękny sierpniowy, późny wieczór,
idealny czas żeby marzyć,
tak jakbym instynktownie przeczuł,
coś się ważnego wydarzy.
Rejs orneckimi uliczkami,
półksiężyc zdezerterował, zgasł.
Scenerii dałem się omamić
i kogo widzę naprzeciw? Czas!!!
Stary, sędziwy i dostojny,
przecieram oczy ze zdumienia,
a na obliczu bogobojnym
widzę nutkę zadowolenia.
- Co tu robisz w Ornecie, Czasie? -
ściśniętym gardłem wydukałem.
Podumał chwilę i tak rzecze:
- Na razie się tu zatrzymałem.
Podoba mi się ta mieścina
i ludzie jakby sympatyczni,
nikt nie zostaje po godzinach
i minimalny ruch uliczny.
A wiesz – mnie nigdzie się nie spieszy,
więc na dłużej tu pozostanę.
Nie wierzę by mnie chciał rozśmieszyć,
no to chyba mamy przesrane.
30.7.2026