Na początku była cisza (nic poza tym)
immanentnym transcendentnym enigmatem
była wszystkim była niczym Absolutem
jakby bycia i niebycia atrybutem
potem coś tę równowagę zakłóciło
a nawet można by rzec roz…
pierzchła cisza w kąty niczym abecadło
czyżby komuś takie trwanie nadojadło
potem z czasem wszystko się uspokoiło
i obraną trajektorią potoczyło
a jest równie piękna co przerażająca
jest dowodem że to wszystko nie ma końca
gdy tu kamień na kamieniu nie ostanie
ona znów to wszystko weźmie we władanie.